Lidl: zerwać klątwę dyskontów

Kilka lat temu odwiedziłem jeden z mniejszych sklepów Tesco. Pamiętam mój szok, bo nagle przeniosłem się z „obrandowanej” rzeczywistości, w której metka ma znacznie większe znaczenie niż rzecz, do której jest przyszyta, w jakiś inny świat. Nie było tam żadnej znanej marki. Soku, piwa, niczego! Nie było nawet Coca-Coli. Wszystko sprzedawano pod jakimiś tajemniczymi, nic mi nie mówiącymi nazwami. Jedynym wyjątkiem były chyba papierosy – tutaj nie dało się podmienić opakowań. Byłem w prawdziwym dyskoncie.

DSCF7559

Rok temu w mojej Biedronce „rzucili” homary. Rzadko tam chodzę, ale jeśli tylko mają mango, to kupuję, bo tak dobrego nie ma nigdzie. Miesiąc temu w Lidlu (w małej podwarszawskiej miejscowości), widziałem dziczyznę importowaną z Nowej Zelandii, speck, prosciutto, rozmaite sery, mnóstwo wymyślnych słodyczy. No i francuskie wina, bynajmniej nietanie.

Tymczasem w internetach polskich panuje mit „dyskontu”. Gdy na półce osiedlowego sklepu kurzy się jakaś flaszka powyżej stówki, nikogo to nie rusza. Ale kiedy Lidl sprowadzi droższe butelki wina, nastaje dziwne poruszenie. No jak to, „dyskont”? Nie przystoi (co ciekawe, biedronkowe homary nie wzbudziły takiego oburzenia)! Nasze szufladki mentalne skrzypią. Tymczasem Lidl w wielu miastach pełni właściwie rolę normalnego sklepu, prawie „delikatesowego”.  Biedronka w mniejszym stopniu, ale również wyewoluowała i stawia na wyższą półkę niż kiedyś. Trudno być zresztą dyskontem, gdy w wielu miejscach obie te sieci nie mają żadnej konkurencji, od której mogłyby się odróżniać niższymi cenami. Etykietkę „dyskont” warto więc albo od tych sieci odkleić albo ją poszerzyć. Owszem, część asortymentu sprzedawana jest z palet, nie ma świeżych wędlin, udział marek własnych może nieco większy, ale drastycznej różnicy między sklepem Carrefour Express czy Simply, a Lidlem nie ma.

Lidl przedstawił nową ofertę win francuskich, która jeszcze bardziej różnicę tą zaciera. Może aż do przesady. Bo co innego pozycjonować się na tej samej półce co Carrefour Express, a co innego przeskakiwać od razu na półkę wyżej. Nie liczyłem średniej ceny win w nowej ofercie, ale na szybko policzyłem te, które kosztują 39,99 zł i więcej (tylko czerwone). Jest ich 17. Dokładnie połowa. Wiele z nich kosztuje sporo drożej, w okolicach 70 zł, a są i dwa po 200* zł. Nie należy jednak zapominać, że nie piszemy tu o pełnej ofercie tej sieci. Cały czas będą tam masowe niemieckie wina „kabinet” z bliżej nieokreślonych szczepów, półsłodkie kadarki, rozmaite chilijskie diabły i inne wynalazki.

Żeby nie przedłużać: jaka jest nowa francuska oferta Lidla? Można ją podzielić na dwie części. Bordeaux (czerwone) i całą resztą. Ten pierwszy region winiarski został potraktowany bardzo szczegółowo. Ponad 75% czerwonych win pochodzi znad Żyrondy (prawie wyłącznie z lewego brzegu). Nie chodzi tu jednak tylko o przewagę ilościową. Także jeśli weźmiemy pod uwagę jakość, bordeaux bije resztę Francji na głowę (przynajmniej w wydaniu lidlowym). Reprezentowane są wszystkie półki. Od „prostych” Bordeaux AOC, przez apelacje gminne, mamy też crus bourgeois, a nawet, na samym szczycie piramidy (która wcale nie jest piramidą, bo to nie najtańszych win jest najwięcej): Chateau Talbot z okrzyczanego rocznika 2010, któremu Parker przyznał 94 punkty i napisał entuzjastycznie, że to najlepsze wino tego producenta, od wielu, wielu lat i Chateau Pédesclaux, mniej znane, ale zbierające jeszcze lepsze opinie za rocznik 2009. Oba w cenach 199 zł. W każdej z kategorii cenowych miałbym swoich faworytów, ale nie jestem wielkim znawcą bordeaux, poczekałbym na opinie ludzi bardziej opitych, podrzucę tylko kilka typów: z najtańszych Puy De Guirande 2011 wydało mi całkiem pijalne, a kosztuje śmieszne 14 zł, z droższych godny polecenia jest Chateau de La Riviére 2008 (Fronsac) za 60 zł. Oba wina za 200 zł to niewątpliwa klasa, ale dopóki Chińczycy nie dowiedzą się, że polskie portale oceniają je niżej niż wina z porzeczek i nie odwrócą się od bordeaux plecami, będę miał poczucie, że jednak przepłacam.

Białe bordeaux to taniutki entre deux mers za 15 zł (nie próbowałem) i nieco droższy, beczkowy graves Château Du Portail 2009, za 24 zł, który raczej nie przypadł mi do gustu. Potem mamy dwa sauterny: tańszy, lżejszy i znacznie młodszy L’Ilot de Haut-Bergeron za 50 zł i 20 zł droższy, klasyfikowany Château d’Arche z 2004, który jest bardziej skoncentrowany, ale też bardziej beczkowy i w sumie mniej chyba elegancki oraz jeden loupiac.

Kiedy opuścimy bordeaux obraz zaczyna się zaciemniać. Jeszcze widać przebłyski w ofercie burgundzkiej: Gevrey-Chambertin „Champerier” VV z 2011 roku, wino z bardzo starych krzewów, jak twierdzi producent, to dla mnie największy hit tej kolekcji. Wino nie jest przesadnie subtelne, ale to rasowy burgundzki pinot noir, nieco szorstki i ciut zbyt beczkowy, ale charakterny za „jedyne” 80 zł. Jak na burgunda to tanio. Chablis (35 zł) nie piliśmy, natomiast białe Le Perriere Hautes-Côtes de Nuits 2012 zupełnie mnie nie przekonało, wydało mi się winem w wieku noworodkowym wręcz, zupełnie nie gotowe do picia, choć jak na swoją apelację kosztuje niewiele, bo tylko 30 zł.

Został do omówienia jeszcze Rodan i Alzacja, bo tylko te dwa regiony zauważył we Francji Lidl poza Bordeux i Burgundią. W tym pierwszym przypadku oferta jest niby szeroka i też dość przekrojowa. Jest i taniutki Côtes Du Rhône Villages za 15 zł (nie smakował mi zupełnie, choć wiem, że są zdania podrębne), jest rasteau (20 zł), crozes-hermitage (28 zł – to samo co poprzednio), są i bardziej prestiżowe apelacje: vacqueyras (też już było, staniało do 30 zł, ale i tak nie jest to nic szczególnego), gigondas (40 zł) czy wreszcie, kosztujące podejrzanie mało Chateaunef du Pape Comte du Mirail 2011 za 40 zł. Wina te poza CdR Villages nie zostały poddane naszej ocenie. Bardzo chciałbym się nie pozytywnie rozczarować i napić porządnego szatonefa za cztery dychy, ale zdaję sobie sprawę, że to mrzonka. Podobnie anonimowi producenci reprezentują Alzację. Alzacja to oczywiście riesling za 22 zł, który – na słusznie zwrócił uwagę Wojtek Bońkowski – można w ciemno z silvanerem pomylić, co komplementem nie jest. Gorzej wypadł gewurtraminer, podpisany J.P Muller. Kosztuje 28 zł i jest mdławo słodkawy. Tańsze gewurtze w ogóle zalecam omijać szerokim łukiem, zazwyczaj są niedobre. Nie piliśmy alzackiego pinot noir i dwóch słodkich vendanges tardives (po 40 zł), które też są w ofercie.  Obraz uzupełniają dwa wina różowe (w sumie jest ich więcej, ale dwa piliśmy), z których jedno, langwedockie, było w porządku (15 zł) a drugie, z Anjou, było okropne i smakowało jak papryka z cukrem.

Bordoskiej części oferty Lidla nie powstydziłby się niejeden sklep specjalistyczny (zresztą wina, które sprowadził Lidl, są w ofercie naszych importerów). Reszta to niestety typowa oferta ala dawny Lidl (słynny z wprowadzenia na nasz rynek bardzo taniego barolo) czy Biedronka (ta z kolei zasłużyła się barbaresco i chateneufem w cenach równie „okazyjnych”). Apelacje są znane, starają się być prestiżowe (nawet najtańszy burgund biały to nie Bourgogne AOC tylko Hautes-Côtes de Nuits, nawet côtes du rhône za 15 zł od razu pojawia się w wersji villages), ale producenci są na ogół NN. Wina są, ale jakby ich nie było: ich jakość odpowiada bardziej cenie niż nazwie apelacji. Napijemy się rieslinga z Alzacji za 22 zł, ale smakuje on jak bardziej wino za 22 zł, a nie jak riesling z Alzacji. Napijemy się vacqueyras, ale będzie smakowało jak côtes du rhône i tak dalej.

Innymi słowy Lidl zdaje się twierdzić, że nikt nie kupi droższego wina, o ile nie pochodzi ono z Bordeaux, nie warto więc ich sprowadzać. Na pewno jest to oparte na jakiś przesłankach, ale coś mi mówi, że gdyby wymienić jeden st. estephe na chablis premier cru, jeden pauillac na pouilly-fumé albo naprawdę dobrego alzackiego rieslinga grand cru, jeden haut-medoc na coś z południa Francji (może być jakieś naprawdę dobre chateauneuf zresztą), nie zaszkodziłoby to wynikom finansowym tej akcji.

A skoro już jesteśmy przy tym, to popatrzyłem na ceny niektórych z win we francuskich marketach i Lidl jest tu naprawdę konkurencyjny. Ch. Talbot 2010 kosztuje prawie €50 w Carrefour, więc cena 200 zł zła nie jest (Chateau Pédesclaux można kupić taniej).

Reasumując: druga odsłona akcji francuskiej jest zdecydowanie bardziej udana niż pierwsza, głównie dzięki dużo staranniej opracowanej ofercie bordoskiej, za którą chapeau (chateau?) bas dla Lidla. Im dalej od Bordeaux tym gorzej (Gevrey-Chambertin zdaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę). No i zasadnicze pytanie: w dyskoncie czy nie dyskoncie… kto to kupi? Czy Lidl się nie przeliczył? Przekonamy się za jakieś pół roku. A na razie po prostu się cieszmy, że słynne bordoskie wina dostępne są w całej Polsce.

* Od każdej podawanej ceny proszę odjąć 1 grosz :)

Daj znać, jeśli Ci się podobało:

4 comments

  1. Taak… LIDL to moj ulubiony sklep :-)… i jak to powiedział mi kiedyś syn koleżanki “Lidl już nie jest tani… Lidl to mądry wybór” :-)
    Wracając do tematu – wina (i nie tylko) z Lidla to w większości zawsze dobry wybór… często kieruję się fotką etykiety podesłanej przez kolege “bardziej opitego” (spodobało mi się to okreslenie) lub po prostu lidlowskim przewodnikiem – przed świętami była spora winna akcja w lidlu.
    zgadzam się z tym, że śmiało można nazwać go ‘okrojonymi’ delikatesami :-)

  2. A propos Pedesclaux 2009, znalazłem noty od profesjonalistów:

    “Huge improvement here. This is full-bodied, with super polished tannins and light smoky, chocolaty and plum character. Long and polished. Very fine indeed. Drink after 2016.”
    93 Points James Suckling

    “An amped-up style, with showy aromatics of toasty spice and wood, but there’s good solid density to the blackberry, black currant and fig fruit, and the toast melds into a more honest graphite edge through the finish. A solid expression of the modern style. Best from 2013 through 2025.” 92 Points Wine Spectator

    “Packed with Cabernet blackcurrant flavors, very ripe and laden with blackcurrants. Great final freshness.Barrel Sample: 90-92 Points”
    92 Points Wine Enthusiast

    • Marcin Jagodzinski

      Owszem, ogólnie dobrze oceniane, poza Parkerem. Jeszcze lepiej Decanter ocenił, chyba 18,55/20 średnia w panelu

  3. Aha Panie Marcinie w nawiązaniu do mojego komentarza do “korkowego” Pinota z następnego Pańskiego wpisu.
    Zastanowił mnie Pański koemntarz na temat tego Gevrey Chambertin VV 2011 napisła Pan że “ciut zbyt beczkowy”, sprawdziłe na stronie producenta: http://www.tortochot.com/en/burgundy-wines/gevrey-chambertin-champerrier-vieilles-vignes.html
    nic tam nie piszą aby to wino dojrzewało w beczce ;) oczywiście mogło w beczce dojrzewać chociaż nie napisali, jednak jak Pan sprawdzi na tej stronie ich wina klasy Grand Cru, to we wszystkich jest napisane ile miesięcy i w jakich beczkach dane wino spędziło. W przypadku tego Gevrey takiej informacji nie podano co rodzi podejrzenie że wino nie miało kontaktu z beczką a zatem nie może być “ciut zbyt beczkowe”. No chyba że jednak dojrzewało w beczce tylko tą widomością nie wiedzieć czemu producent, nie pochwalił się na stronie.
    Jeśli beczki jednak faktycznie nie było, niech się Pan nie przejmuje ;) gorzej gdy ktoś wyczuwa “korek” w zupełnie dobrym winie ;)
    Pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>